sobota, 16 stycznia 2016

Rozdział 3



*Louis*

Obudził mnie cholerny ból głowy, znany również jako pierdolony kac. Nienawidzę tego uczucia na drugi dzień, szczególnie, że nie pamiętam jakim cudem znalazłem się we własnym pokoju. Nawet jakoś bardzo mnie to już nie szokuje, bo teraz każdy dzień wyglądał tak samo. Rano pobudka i poszukiwanie Faith, a nocami wyścigi i imprezowanie do upadłego.
Przesunąłem się na skraj łóżka, opuszczając stopy na podłogę, i drapiąc się po nagiej klacie wziąłem w dłoń szklankę z musującą wodą. Jak zwykle Alex zadbał o to, żebym wypił aspirynę po ciężkiej nocy. Wypiłem całość krzywiąc się, i odstawiając szklankę wstałem leniwie z łóżka. Jak co dzień sprawdziłem telefon, czy nie ma przypadkiem jakieś wiadomości od dziewczyny, ale jedyne co mnie zaskoczyło to wyświetlana godzina. Było już grubo po czternastej, więc szybko udałem się do łazienki wziąć prysznic i załatwić sprawy fizjologiczne, po czym wróciłem do pokoju, gdzie ubrałem ulubione dresy i koszulkę. Schowałem telefon do kieszeni i wyszedłem do salonu.
- No proszę, nasz księciunio wstał wreszcie - Dean rzucił piłką do tenisa w moją stronę, więc złapałem ją zanim doszło by do zderzenia z moją głową.
- Siema piczki - odrzuciłem do niego i podszedłem do kanapy, gdzie siedzieli Alex, Dean i Will. - Przybiłem z każdym piątkę i rzuciłem się obok na kanapę. -NFS? - zwróciłem się do Alexa, który grał z Willem na playstation.
- Pokazuję Willowi jak się ścigać - wymieniliśmy z Deanem i Willem spojrzenia, i nie mogąc się powstrzymać zaczęliśmy się śmiać głośno. - Jasne, Alexis - poklepałem go po plecach, nie przestając się śmiać.
- I ty Brutusie? - Zmarszczył brwi uderzając mnie z pięści w ramię, na co wystawiłem środkowy palec w jego stronę.
- Wszyscy wiemy jaka jest prawda - Dean podrzucał piłkę rozbawiony.
Will zastopował grę i wyciągnął dzwoniący telefon z kieszeni.
- Zaraz wracam, trzymaj - podał pada Deanowi i wyszedł na taras zdenerwowany.
Podążyłem wzrokiem za Rynoldsem i przeszkadzając kumplom w grze poszedłem za nim. Wziąłem po drodze pudełko z papierosami i zapalniczkę z komody i stanąłem przy drzwiach odpalając jednego. Nie chciałem, żeby wyglądało to, jakbym chciał podsłuchiwać kumpla. Zaciągnąłem się, patrząc na chłopaka, który stał kawałek dalej obrócony tyłem do mnie
- Radzisz sobie? - wypuściłem szary dym. - To dobrze, jakby coś się działo, to dzwoń od razu - paliłem papierosa, obojętny na jego słowa. Will milczał, słuchając za pewne rozmówcy. - Nie, nic nie pamięta z tamtej nocy. Ledwo żył następnego dnia - dopaliłem papierosa i rzuciłem peta na mokrą trawę od deszczu.
Byłem ciekawy o kim mówił Rynolds, ale to jego prywatne sprawy i nie chciałem się w to mieszać.
- Dopilnuję, żeby się nie dowiedział. Trzymaj się. - Rozłączył się, więc wszedłem wgłąb salonu.
- Jadę do Liama - widziałem, jak Alex kręcił głową, wiedząc w jakim celu udaję się Payne'a, ale niewzruszony udałem się na korytarz, gdzie założyłem buty i wyszedłem do garażu.




Po wygranym wyścigu wróciliśmy do domu, gdzie większość osób już się zjechało, by świętować. Byłem w zajebistym nastroju, bo wygrałem trzy całkiem dobre auta wyścigowe.
Już na wstępnie jakaś laska przywitała mnie z butelką piwa, którą od razu opróżniłem. Tego było mi trzeba po jak zwykle zmarnowanym dniu na poszukiwaniach dziewczyny, które nic nie przynosiły.
- Kto jest Speed Masterem?! - gdy szedłem do salonu Alex rzucił mi się na plecy, krzycząc mi do ucha, na co zaśmiałem się głośno.
Wszyscy zebrani i ci, którzy jeszcze wchodzili do naszego domu odkrzyknęli moje imię. Nie mogę powiedzieć, że mi się to nie podobało, bo każdy lubi być wielbiony. Szczególnie jak się jest takim zajebistym jak ja.
- Kto?! - zrzuciłem go z siebie kręcąc głową rozbawiony.
- Louis-pieprzony-król-asfaltu-Tomlinson! - słysząc Jacka wszyscy zaśmiali się, a Dean podał mi kolejną butelkę.
Stanąłem na stole, żeby wszyscy mnie widzieli i uniosłem rękę, którą trzymałem piwo.
- Za zwycięstwo! - przechyliłem butelkę wypijając całość i wtedy rozbrzmiała muzyka z głośników i zaczęła się impreza.
Zeskoczyłem ze stołu i podszedłem do kumpli, biorąc po drodze kieliszki, w których już była rozlana wódka.
- Już się nie mogę doczekać, żeby podrasować te fury - Alex obejmował w pasie Arię, która nadal była trochę nieśmiała w naszym towarzystwie. - Nie wiem, jak można być takimi frajerami, żeby ścigać się z tobą o bryki - zaśmiał się wtulając dziewczynę w siebie.
- Ja też - podałem kieliszek jemu, Deanowi, Jackowi i Fredowi. - Aria, może się skusisz? - uniosłem brew machając kieliszkiem przed jej twarzą. Został mi akurat jeden dodatkowo, bo jak zwykle wcięło gdzieś Malika i Rynoldsa.
Dziewczyna podniosła wzrok na Alexa, a gdy ten wzruszył ramionami wzięła ode mnie kieliszek.
- To za to, że jestem pieprzonym królem asfaltu - unieśliśmy kieliszki wznosząc toast i szybko przechyliłem kieliszek, wypijając alkohol.
- Gratuluję Tommo! - Vicky skoczyła na mnie, oplatając dłońmi moją szyję, a nogi wokół pasa. - Byłeś jak zwykle najlepszy - kręcąc głową objąłem ją rękami na biodrach i odsunąłem trochę głowę, by widzieć jej twarz.
- Nie ważysz pięć kilko - uniosłem brwi, ale ta pocałowała mnie w policzek. - Vi, czy ty już jesteś narąbana? - starałem się nie zaśmiać, widząc dziewczynę w takim stanie.
- Może troszeczkę - pokazała kciukiem i palcem wskazującym na ile.
- Będziesz potem rzygała jak kot - odstawiłem ją na podłogę i zmierzwiłem jej włosy dłonią. - Nie pij więcej mała.
Wchodząc do kuchni spotkałem Malika, który siedział przy wyspie kuchennej i na moje oko to jarał coś dobrego.
- Siema stary - usiadłem obok niego, a ten poklepał moje plecy. - Masz tego więcej? - wskazałem głową na skręta.
Wyciągnął z kieszeni małe, otwierane pudełko i podał mi je. Otworzyłem je uśmiechając się krzywo i zadowolony z zawartości wziąłem jednego skręta.
- Zajebisty wyścig - przybliżył zapalniczkę do skręta, którego trzymałem już w ustach i podpalił jego koniec.
Skinąłem głową zaciągając się dymem i przetrzymałem trochę dłużej, zanim go wypuściłem z ust.
- To jest dopiero wykurwiste - patrzyłem na skręta, którego trzymałem między palcami. - Skąd ty to wziąłeś?
- Własna robota - zaśmiał się podając mi jeden z kieliszków. - Dalej cisza w sprawie Faith? - postawił między nami butelkę wódki.
- Coraz częściej myślę, że po prostu kopnęła mnie w dupę - polałem nam, a następnie wziąłem kolejnego bucha. - Gdyby ktoś ją porwał, to chciałby coś w zamian, nie? - Zain wziął swój kieliszek, więc równocześnie wypiliśmy kielona.
Nie bawiliśmy się w popity, bo tu nie chodziło o napicie się, a o to, żeby się porządnie najebać.
- Lasek się nie da ogarnąć - prychnął dopalając skręta. - Chloe się obraziła, bo jakaś ruda zaczęła się do mnie przystawiać.
- Pierdolić to - polałem nam następną kolejkę, którą od razu wypiliśmy, przez co czułem się coraz bardziej rozluźniony. - Czas rozkręcić ten melanż.
Wstałem chwiejąc się, na co zaśmiałem się głośno i udałem się z powrotem do salonu. Zauważyłem, że jakaś blondyna wpatruje się we mnie. Była podobna do Faith, chociaż nie dorównywała jej urodą, ale że alkohol i trawa zrobiły swoje, podszedłem do niej uśmiechając się zadziornie.
- Idziemy zatańczyć - pociągnąłem ją w tłum tańczących ludzi, a że nie wyglądała na niezadowoloną, obróciłem ją przodem do siebie.
- Jestem Dia... - przyłożyłem palcem wskazujący do jej napuchniętych war obciągar od jakiegoś pieprzonego botoksu.
- Ćśś - chwiałem się lekko nakazując jej siedzieć cicho. - Nic nie mów.
Położyłem dłonie na jej biodrach i patrząc w jej dekolt poruszałem się - a przynajmniej tak mi się wydaje - w rytm muzyki. Wolałem już widok sztucznych cycków od tych ust.
Po jakimś czasie odsunąłem się od niej i wziąłem od jakiegoś kolesia butelkę z piwem.
- Mogę coś zrobić dla ciebie? - przejechała dłonią po mojej klacie, a ja ledwo się powstrzymałem, żeby nie puścić pawia na jej twarz.
Gdyby nie to, że cholernie kochałem Faith i od kiedy pojawiła się w moim życiu nie wyobrażałem sobie, że mógłbym uprawiać seks z jakąś inną, to ta blondyna już dawno znalazłaby się ze mną w łazience, albo moim łóżku.
- W sumie to możesz - uśmiechnąłem się krzywo patrząc w jej cycki.
Widząc moją reakcję zbliżyła twarz do mojego ucha.
- Chodźmy do ciebie - szepnęła przejeżdżając językiem po moim uchu.
Odsunąłem ją od siebie śmiejąc się głośno.
- Chciałem, żebyś zrobiła mi kanapkę, bo jestem kurewsko głodny.
Ta otworzyła usta i urażona odeszła z dala ode mnie. No jak mi przykro. A już myślałem, że na coś się przyda. Wyszedłem na taras popijając piwo i widząc roześmiane Vicky, Arię, Chloe i Cassie podbiegłem do nich rzucając pustą już butelkę w bok i złapałem Vicky. Przerzuciłem ją sobie przez ramię, słysząc jej pisk i bez zastanawiania wskoczyłem z nią do basenu.
Od tego momentu impreza przeniosła się na basen.

#TornPL

Aktualności