czwartek, 28 kwietnia 2016

Rozdział 5



*Louis*

Rozejrzałem się po czystym salonie i mogłem z dumą powiedzieć, że spisałem się zajebiście. W końcu kanapy nie były poupychane różnego rodzaju jedzeniem i papierków, z okien nie rzucały się plamy prawdopodobnie porozlewanego alkoholu, a podłoga pozbawiona została śmieci, butelek po piwie, a nawet zużytych gumek.
Aż mi się zbiera na pawia, jak sobie pomyślę, że musiałem to po kimś sprzątać. No kurwa, żeby chociaż kondoma nie wyrzucić, jak już się pieprzy w cudzym domu?
Poprawiłem jeszcze poduszki na dwóch dużych kanapach i wydarłem się na cały dom, żeby wszyscy zeszli do salonu. Nie obchodziło mnie, że było dopiero przed dziesiątą, a te fajfusy leczyły kaca po wczorajszej, no właściwie jeszcze dzisiejszej imprezie. Ten weekend był bardzo ważny dla mnie i jeśli któreś z nich to spierdoli, to przysięgam, że wywalę na zbity pysk.
Zająłem miejsce na fotelu, żeby móc przemawiać, jako Pan domu i całego tego pobojowiska.
- Stary, to, że nie możesz spać, nie znaczy, że inni tego nie potrzebują - uniosłem głowę znad telefonu na wchodzącego Alexa. Blondyn leniwie zarzucił ramię na barki swojej dziewczyny siadając na kanapie.
Widać było, że jeszcze w nawet najmniejszym stopniu nie doszedł do siebie, ale gówno mnie to teraz obchodziło. Przywitałem się z Arią uśmiechając się krzywo, bo zawstydzona, co chwilę obsuwała coś w stylu lśniącej sukienki nocnej na swoje uda.
Przypomniało mi to jak Ona zawsze podekscytowana zakładała mój podkoszulek z Supermanem. Twierdziła, że właśnie ten jest jej ulubionym, a mnie podobało się to, że nie potrzebowała jakiś seksownych ciuszków, żeby wyglądać nieziemsko. W takim wydaniu była po prostu sobą, moim uroczym i pięknym Osiołkiem.
Nie przestanę jej szukać, znajdę ją choćby odeszła z własnej woli. Nawet jeśli mnie już nie kocha, ba! Jeśli kiedykolwiek mnie kochała, to muszę znać powód jej decyzji. Jeśli zrobiła to tylko przez to w jaki sposób zarabiam na życie, to byłem wstanie dla niej zrezygnować z tego wszystkiego. Straciłem ją już raz i wtedy czułem, jakbym tracił część siebie, potem wróciła i myślałem, że wszystko się ułoży, ale znów musiałem zostać porzucony przez kochaną osobę.
Jestem Louis Tomlinson - dupek, któremu zostają odbierane najważniejsze osoby w życiu.
- Tommo, powiesz nam wreszcie po co nas tu zebrałeś? - Głos Vicky przywrócił mnie do rzeczywistości.
Szybko zablokowałem telefon, bo przyłapałem się na wpatrywaniu się w zdjęcie blondynki, a gdy podniosłem wzrok, wszyscy już siedzieli poupychani na kanapach. Fred, jak to on musiał się wyłożyć na nogach Zaina, Chloe, Deana, Liama i Cassie.
Albo kupimy więcej siedzisk, albo za niedługo się tu serio nie pomieścimy.
Przeniosłem wzrok na drugą ekipę, która składała się z Alexa, Arii, Jacka, Vicky, Lottie i Willa. Nie wszyscy mieszkają tutaj, ale po imprezie zawsze zostają na noc, więc nie musiałem specjalnie dzwonić, żeby przychodzili.
- Tak, więc macie mnie słuchać uważnie, piczki - spojrzałem wymownie na ziewającego Mickelsona, który w odpowiedzi machnął ręką abym kontynuował. - Już wam to mówiłem, ale wiem, że nigdy mnie nie słuchacie, więc powtórzę to ostatni raz. - Przeniosłem wzrok na Deana i Willa, którzy wymieniali ze sobą spojrzenia. Od kilku dni, a właściwie to od jakiś dwóch tygodni zachowywali się dziwnie, ale z drugiej strony, kto tu jest normalny?
- Z tego co pamiętam, to wczoraj mówiłeś, że słodka Carley zawita u nas na weekend - Lottie uśmiechnęła się zakładając kosmyk włosów za ucho.
Od razu widać, że to moja rodzina. Jedyna ogarnięta wśród tego stada, które właśnie zaczęło się przepychać.
Już miałem kontynuować moją jakże przemyślaną i wybitnie mądrą wypowiedź, gdy wściekła Chloe zrzuciła Freda na podłogę. Chłopak przysiadł jej na włosach, przez co ciągnął ją za nie, nie wiedząc o tym.
- Wreszcie! - Chloe odrzuciła włosy do tyłu, a wszyscy zaczęli się śmiać z leżącej na podłodze sieroty.
- Ty mała... - Fred poniósł się z podłogi patrząc gniewnie na dziewczynę, na co Zain również wstał kładąc dłoń na torsie szatyna. Chloe wywróciła oczami i nakazała im oboje usiąść na podłodze, co obrażeni wykonali.
- Już, skończyliście? - wywróciłem oczami, czekając aż wszyscy zajęli swoje miejsca. - Jak widzicie, posprzątałem wszędzie gdzie się da - ogarnąłem wzrokiem całe pomieszczenie, co wykonali pozostali patrząc z podziwem.
- Że ci się chciało - Jack wyciągnął poduszkę spod swoich pleców poprawiając się, by było mu wygodniej. - Ja bym zamówił jakąś ekipę sprzątającą czy coś.
Wszyscy zaczęli się udzielać, zgadzając się z nim, co do zatrudnienia kogoś od brudnej roboty. Już mnie zaczynali wkurzać, a nie było jeszcze południa. Poirytowany przeczesałem włosy palcami.
- Jak jesteście tacy kurwa mądrzy, to sami sobie załatwcie sprzątaczki, czy coś, bo nie obchodzi mnie jak to zrobicie, ale wasze pokoje mają lśnić. - Wstałem z fotela chowając telefon do tylnej kieszeni spodni. - I najlepiej, żeby na czas przyjścia Barbary z Carley i babką z kuratorium zostali tu tylko Lottie, Alex, Chloe i Dean. Ci co są tutaj zameldowani - wziąłem bluzę z oparcia krzesła i założyłem ją przez głowę. - A... I żadnego, kurwa przeklinania przy dziecku, bo ma dwa lata i powtarza wszystko co usłyszy, zrozumiano? - Odczekałem aż wszyscy potwierdzili, że nie mam się czego obawiać. - Teraz jadę do sklepu, ale jak wrócę, to lepiej, żebyście mieli porządek w pokojach.
Po tych słowach ruszyłem na przedpokój, gdzie założyłem buty i wziąłem dokumenty od Lexusa.
- Louis, poczekaj - obróciłem głowę, gdy poczułem dłoń Deana na swoim barku.
- Nie mam teraz czasu, muszę załatwić wszystko przed dwunastą - wyjąłem telefon, by sprawdzić godzinę.
- Muszę ci coś powiedzieć, to ważne - Dean drapał się nerwowo po karku, uciekając wzrokiem od mojej twarzy.
- Powiesz mi później, a teraz spadam, bo się nie wyrobię - poklepałem go po ramieniu i szybko wyszedłem do garażu, zostawiając przejętego kumpla na korytarzu.

Bawiliśmy się z Lottie i Carley w salonie na grubym kocu, właściwie to Lottie rysowała z małą, a ja pilnowałem, żeby nie zjadła kredek. Naprawdę uwielbiałem tego dzieciaka i chciałem, żeby była z nami. Wszyscy byli nią zachwyceni, gdy przyszli, żeby ją poznać, a sama też chyba polubiła większość osób, no może oprócz Willa. Ten to chyba na nikim nie robi dobrego pierwszego wrażenia, chociaż to ja, Fred, Liam i Zain jesteśmy tymi wytatuowanymi bad boyami. Razem z Chloe musieliśmy założyć coś z długimi rękawami, żeby babeczka, która przyszła z Barbarą nie czepiła się tego.
Swoją drogą spodziewałem się jakiejś starej pruchwy, więc nie małym zaskoczeniem było dla mnie, gdy przywitałem w swoim domu młodą kobietę. Co prawda była ubrana i uczesana, jakby szła właśnie do jakiejś dużej korporacji, a nie na przegląd mojej chaty, ale dobrze mi się z nią rozmawiało, i wydaje mi się, że się jej spodobałem.
- Całkiem niezła ta laska z kuratorium - Alex rzucił się na kanapę włączając telewizor. - Jak jej było? - zastanawiał się chwilę, a rozbawiony pokręciłem głową.
- Piękna Amariah - wymówiłem jej imię wykonując gest dłonią, by zaakcentować jej imię.
- Właśnie, Amariah - Alex parsknął śmiechem, czemu nie mogłem zawtórować.
- Nie wiem o co wam chodzi, normalne imię - Lottie oderwała wzrok od rysunku, ale widać było, że hamowała się, by się nie zaśmiać.
- Amajija - Carls zaśmiała się słodko wymachując rączkami w moją stronę.
Rozbawiony wziąłem małą na ręce i usiadłem z nią obok Alexa, zrzucając jego nogi na podłogę, przez co spowodowałem, że musiał zmienić pozycję na siedzącą. Carley ścisnęła moje policzki rączkami, podskakując na mnie.
- Juji, bajecki - zerknąłem kątem oka, który wzruszył ramionami i ustawił jakiś program dla dzieci.
Dobrze wiedziałem, że nie tylko było mu to obojętne, że nie obejrzy wiadomości sportowych, ale sam lubił oglądać bajki.
Podałem Alexowi Carley, która niepewnie przytuliła się do niego patrząc w ekran telewizora.
- Chyba cię polubiła - wstałem z kanapy przeciągając się leniwie. - Młoda, pomożesz mi przy kolacji?
- Jasne, braciszku - siostra pozbierała kartki i kredki, a następnie wyszła ze mną do kuchni. - Nie wiesz, co się stało, że Dean tak nagle udał się na wakacje? - Spojrzałem na nią wyjmując składniki na kanapki z lodówki.
- Co? Gdzie wyjechał? - zmarszczyłem brwi zszokowany, bo jeszcze rano z nim rozmawiałem. Może to o to mu chodziło, gdy chciał pogadać o jakiejś ważnej sprawie.
- Nie jestem pewna, ale chyba mówił coś o Irlandii? - patrzyła na mnie, jakbym miał jakieś pojęcie o tym, o czym mówiła.
- Zadzwonię do niego, jak Carls pójdzie spać - wyjąłem chleb i razem z siostrą zabraliśmy się za robienie kolacji.
Byłem ciekawy, co było aż tak ważne, że nie mógł z tym poczekać do czasu, aż będę miał chwilę, żeby z nim pogadać. Czułem, że coś ukrywali przede mną w tym domu, ale miałem za dużo na głowie, żeby się przejmować jeszcze ich problemami. Faith, sprawy adopcji i jeszcze pilnowanie cnoty młodszej siostry.
- A gdzie Mickelson? - uniosłem brew patrząc na siostrę, która na wzmiankę o chłopaku od razu zalała się rumieńcem.
- Pojechał z Jackiem pograć w kosza - przygryzła dolną wargę skupiając się na krojeniu pomidora.
- Mam nadzieję, że nie dobiera się do ciebie, bo urwę jaja i powieszę przed wejściem do domu - Powiedziałem poważnie, bo była za młoda na to, żeby ją przeleciał pierwszy lepszy koleś, szczególnie, że Fred nie był jednym z tych kolesi, którzy szukają stałego związku. - Mówię serio Lotts, nawet niech się nie waży. Zasługujesz na to, żeby to zrobić z odpowiednią osobą i dopiero za kilka lat, najlepiej dopiero po ślubie, koło trzydziestki.
- Pewnie, najlepiej, żebym poszła do zakonu jako wieczna dziewica - opuściła włosy tak, by zakryły jej twarz, gdy pochylała głowę nad talerzem, na którym układała gotowe już kanapki.
Zmarszczyłem brwi, chcąc spytać czy ma mi coś do powiedzenia, bo jeśli tak, to nie chciałbym być w jej skórze w tym momencie, ale do kuchni wbiegła śmiejąca się Carley.
- Juji! - Podbiegła do mnie rozbawiona i przytuliła się do moich nóg, chowając za nimi.
- Gdzie moja księżniczka, chcę ją zjeść - przez drzwi na czworaka wstąpił Alex z maską tygrysa. - Chodź do mnie - machnął ręką jak kociak, przez co nie mogłem powstrzymać głośnego śmiechu, chociaż bardzo się starałem tego nie robić.
Nie mam pojęcia skąd on wziął tę maskę, ale od razu pomyślałem, że to sposób w jaki się zabawiają z Arią i już śmiałem się na całego z Lottie i Carley.
- O nie! Zostaw moją księżniczkę! - Śmiejąc się wciąż wziąłem małą na ręce.
- Nie gzecny kotek - Carls wydęła ustka machając palcem wskazującym.
- Tak, bardzo niegrzeczny kotek, chce zjeść naszą Carley - Lottie rozbawiona całą tą sytuacją położyła talerz z kanapkami oraz kubki z herbatą na stole. - A teraz księżniczka, jej książę i tygrysek zjedzą kolację.
Alex wyszedł z kuchni, a po chwili wrócił już jako on, więc usiedliśmy wszyscy do stołu. Brakowało mi tego, szczególnie, że ostatnio nie było powodów do śmiechu i zabaw, a dzięki tej małej istocie w domu znowu jest radosna atmosfera. Nie czekaliśmy z kolacją na Chloe i Zaina, bo woleli pójść do jakiegoś głupiego kina niż siedzieć z nami.

Po kolacji Lottie poszła umyć Carls i przebrać ją do snu, a ja posprzątałem w kuchni razem z Alexem. Rozmawialiśmy o tym, że chciałby założyć warsztat samochodowy, ale nie wie jeszcze jakby się do tego zabrać, więc zaoferowałem mu swoją pomoc, gdy sam poradzę sobie ze swoimi sprawami. Byłem pewny, że podjął taką decyzję pod wpływem Arii, która nie popierała wyścigów, szczególnie po akcji z porwaniem dziewczyn. Jeszcze parę miesięcy temu bym go wyśmiał, że jest cipką i nie umie sobie z babą radzić, ale teraz wiem, że sam zrobiłbym wszystko, żeby zatrzymać Faith przy sobie.
- Lou, księżniczka chce żebyś jej przeczytał bajkę - Lottie stanęła w drzwiach uśmiechnięta. - Leć do pokoju.
Skinąłem głową odrzucając ścierkę na blat i od razu pobiegłem na piętro, gdzie znajdował się pokój, który będzie należał do małej, jeśli adopcja przejdzie pomyślnie. Dziewczyny pomogły mi go umeblować i udekorować, za co byłem im wdzięczny, bo sam niezbyt się znałem na takich rzeczach.
Wszedłem do środka i nie mogłem się nie uśmiechnąć na widok Carley w łóżku tulącą misia do siebie.
- Co by tu poczytać - podszedłem do półki z książeczkami dla dzieci i wziąłem jedną z nich.
Okazało się, że mój wybór padł na Calineczkę. Podszedłem do łóżka i położyłem się obok małej, a ta od razu przytuliła się do mnie.
Gdy Carls zasnęła, odłożyłem książeczkę na półkę przy łóżku, wstałem ostrożnie, żeby jej nie obudzić i zostawiając jej włączoną małą lampkę wyszedłem na korytarz. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i wybrałem numer do Deana, jednak okazało się, że jego numer nie odpowiada, więc nie mam jak się z nim skontaktować.
Zmęczony całym dniem postanowiłem odłożyć to na jutro. Jedyne o czym teraz marzyłem to gorący prysznic i sen.

Aktualności